RSS
 

………

22 lut

Nie wiem, czy wróciłam.

Jestem. Chwilowo.

Moja miłośc doprowadziła mnie do .. walki o samą siebie.

Trudne to. Nawet bardzo.

Bo kiedy oddasz całą siebie komuś, kiedy zatracisz się w tym dawaniu, to dochodzisz do momentu, kiedy wydaje Ci się, że nie ma odwrotu.

że Twoje życie polega na tym, że cierpisz w imie milości. i że tak musi być.

i wybaczasz.. kłamstwo za kłamstwem.

tracisz szacunek i miłośc do samej siebie.

chociaż to dzieje się podświadomie i dopiero możesz to zrozumieć, kiedy wejdziesz na te prawidłowe tory.

trochę dużo myśli mam w głowie.

i nie potrafię tego dobrze posklejać.

chociaż tutaj przeciez nie ma takiej potrzeby.

 

Boże, prosiłam kiedys, byś mnie stąd zabrał.

Dziękuję, że wciąż jesteś przy mnie.

Że chroniłeś mnie każdego dnia, nieustannie.

dziękuję, że jestem. i żyję.

daj siły.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.

21 kwi

Boże, daj siły.

Nie zostawie Cie, jesteś moim Mężem.

Choć tak bardzo się ranimy. Choc tyle gorzkich slow wypowiadalismy. Choć nie potrafimy ze sobą rozmawiać.

Mimo tylu kłamstw.

Mimo tego, że nie wiem, czy cokolwiek dla Ciebie znacze, skoro nie powiedziałes,  ze jesteś chory.

Życie się rozsypuje.

Nie zostawiaj mnie tu samej,  proszę.

Nie wiem,  ile czasu nam zostało.

Nie funkcjonuje normalnie. Gubię dni, mam coraz ciemniejsze wory pod oczami. Nie wiem,  czy wolalabym byc chora, czy zdrowa. Nie wiem,  czy organizm mam silny, czy trafilo się okienko serologiczne.

Czasem wydawało mi się, że to zbyt toksyczne,  żeby trwalo do końca Życia. W sensie, że razem się zestarzejemy, ze będziemy para staruszków.

Nie wiem,  w jaki sposób i czy w ogóle przejdziemy te próbę. Nie wiem, czy to proba, czy też po prostu już pożegnanie. Nie wiem, jaki w tym cel. Czy jestem teraz po to,  abyś Ty nie byl sam?

Nie wiem, jak to przejde.

Nie wiem, jak poniose Cie na plecach.. Ale wiesz, ze gdy wskoczysz na „barana”, to Jezus udźwignie nas razem?

Nie boj się. Ja wezmę Twoj lęk. Gdybym mogła, oddalabym za Ciebie życie.

Często zastanawiałam się, czy wciąż Cie kocham. Chyba znam odpowiedz.

Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.

Pomimo tego bolu, który mi zadales.

Pomimo tego, że nie ufalam, nie wiem czy ufam, z tym wciąż kiepsko.. Pomimo tego, że może zdradzales. Ze rzadko kiedy mogłam na Ciebie liczyć.

Mimo tego, że o seks musialam się prosić. Ze gdy się nie prosilam, nie było. Ale seks strony sa nadal.

Kocham Cię.

„i że Cię nie opuszczę aż do śmierci „.

Wybacz mi wszystko. Przepraszam.

Spróbuj znaleźć we mnie ta dziewczyne, ktora wyglupiala się z Tobą w łóżku.

 Jestem zmęczona. 

Bardzo zmęczona.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

……..

04 mar

często myslalam, że jest źle.
BYŁO.

ale…
gorzej juz chyba nie może być.

Moj mąż umiera. Może nie już teraz, dosłownie, od razu, ale powoli niszczeje.

Kolejny raz mnie oszukal.
Okazało się jednak, że nie spłacił długów, które łącznie urosły do niecałych 15 tysięcy. mamusia męża kłamała, że nic nie wie o żadnych pieniądzach, jak mówiłam, że przyszło pismo od komornika. a wiedziała dobrze, olewali pisma, aż na nowy adres przyszło to ostateczne, że już za późno na odwoływania, kruki, sruki,
albo placisz, albo cie odwiedzam.

Oczywiście wszystko ukryłam przed rodzicami ze względu na ich zdrowie chyba.
Mąż od 1 stycznia nie pracuje, leży w domu, ukradkiem wchodzi na portale erotyczne.. Nie wiem, czy szuka kogoś, czy kiedykolwiek znalazł i zdradził.

Wiem, że jest chory. test anty Hiv wyszedł dodatni.
Zabawne, bo nigdy nie przeszlo mi przez myśl, że ten problem może mnie dotyczyć.
Nie wiem, czy naprawdę dowiedział się 3 miesiące temu, kiedy był w szpitalu, czy wiedział wcześniej (ale się nie leczył?), czy rodzina jego wie.. nie mam prawa ich pytać, nie mam prawa nikomu nic mówić.

Ja mam prawo go zaskarżyć.
nie powiedział mi o tym.
nie wiem, jak, ale domyśliłam się sama, kilka dni temu posklejałam duuużo faktów, sprawdziłam objawy… dostałam drgawek. HIV ?!

tak. HIV.
i usłyszałam „powiedziałbym ci. bałem się.”
ok…. też bym sie bała, bo ta choroba od razu stygmatyzuje, że zdrada… ale…
przez te trzy miesiące.. był seks. seks bez zabezpieczenia!!!

i teraz są długi, ja nie zarabiam 1500, on jest chory, a ja czekam na wynik. jeden test miałam, że niby badano, czy trzy miesiące temu byłam zarażona, wyszedł ujemny. czekam na drugi.
ale gdyby był ujemny, to nic nie znaczy, bo mogę mieć okienko serologiczne i może byc niewykrywalny.

moj świat sie zawalił, bo w większym syfie nie mogę być już chyba.
chyba, że komornik wbije do domu, który jest rodziców, i oni sie wykoncza.

z tej 7-letniej miłości zostanie mi, być może hcv i hiv. zostanie rozpierdolona psychika i wyrwane serce.

może to jest czas, kiedy powinnam skończyć, bo nie ma pracy, jest chory, choc to byłoby nieważne, ale – ukrył to, a ma OBOWIĄZEK POINFORMOWAĆ TYLKO PARTNERA SEKSUALNEGO! reszta zależy od jego woli. przecież mógł powiedzieć, że ma grzyba i założyc gumę.

za to teraz, żeby śmieszniej było, seksu nie ma.
nie wiem, czemu.
czy wstydzi się/boi, jak to odkryłam.. nie wiem..

jestem w kriopce.
do sądu nie pojdę, choćbym i ja była chora, bo to za małe miasto, za duzy stygmat, on wyjedzie, ja zostanę.
zostawić go nie zostawię, bo co powiem rodzicom? ostatnio słyszałam, że „mądra byłaś to z nim siedz” …….
a poza tym zbiera mi sie wtedy na „w zdrowiu i w chorobie” etc., ale od razu pojawia się – ŚWIADOMIE NARAZIŁ !! – i kolejny raz oszukał, nie szuka pracy, nie robi nic, teraz łączą nas tylko kłótnie. bo mnie rozrywa fakt niewiedzy i to, że mógł mnie zdradzić, ale nie musiał.

objawy, które miał już rok temu, ale NIKT Z LEKARZY NIE WPADŁ BY ZROBIĆ TEST, mogły pojawić sie kilka tygodni po zarażeniu albo KILKANAŚCIE LAT PO ZARAŻENIU NAWET !!!

to zostanie już niewiadomą do końca życia, bo on przysięga, że nie zdradził, że to jedna przede mna mogła go zarazić, aale…

JAK JA MAM MU TERAZ WIERZYĆ W COKOLWIEK ?

JAK?

JAK JA MAM ŻYĆ?

męczyc się, poświęcić w imię wiary w miłość, której tutaj od wielu lat nie było z jego strony chyba? bo gdyby zależało, to facet starałby sie chociaż dlugi spłacić przed ślubem jak dobrze zarabiał, a wszystko poszło na mieszkanie <800 zł a reszta na chlanie?

jeszcze dziś znalazłam jakieś jego konto na stronce dla grupowych jebaków i kochających sie małżeństw dających dupy innym wspólnie.

mogłabym się i męczyć, ale nie wytrzymuję tego, że on lezy w lozku, przed tv, z komorka, otrzeby w wc, papieros, jedzenie. to wszystko.
rozmowy są, kiedy juz musimy o cos zapytac, bo jak zaczynam liste wyrzutów, to ‚gderam, pierdole, znowu narzekam”.

moglabym go zostawic, spakowac i wyslac do domu, ale moze bede miala go na sumieniu? moze nie dotrze do domu? wiem, ze nie powinno mnie to obchodzic po tym wszystkim teraz. ale jednak..
znajac juz na temat hiv/aids prawie cala teorie, porownujac objawy w danych fazach i te, ktore on ma teraz, mial kiedys.. rozdziera mi serce i zaczynam wyc, bo nie jest dobrze. nie jestem lekarzem, ale.. nie wiem, jaki ma stopien wirusa, bo nie ma wszystkich wynikow, nawet lekow.. kur.wa ! max 10 lat ?

i nie wiem, za jakie grzechy? za co/ po co ?
wiem, że choćby i o kilka lat, ale to JA URATOWAŁAM MU ŻYCIE.
mimo jego klotni, zaciagnelam go na usg, kiedy ja robilam swoje.. od tego sie zaczelo…. od trzech miesiecy nie pije w ogole.
po slubie chlal jak nienormalny, a kiedy przestal chlac, okazalo sie, ze mamy przed soba chyba najwieksza i ostatnia probe.

momentami mysle, ze to nie ma sensu. wyjde z domu, a on na neta… nie wiem, czy wali konia, czy szuka kogos.. po prostu pisze, czasem zmysla historie ze mna w roli glownej, chyba go to podnieca…

nie potrafie sie usmiechac.
rodzice nie wiedza. ojciec by go zabil, bo nie zrozumieliby chyba, ze mogl sie zarazic KIEDYS DAWNO I ZE TO DOTYCZY KAZDEGO Z NAS.
nie ma juz grup ryzyka.

jestem ostatnie dni na L4, za tydzien beda lacznie 182 dni.
i chocbym byla zdrowa, jestem rozdarta.
bo nie chce placic jego dlugow, utrzymywac go, nie miec wsparcia, rozmow, NIC.

chyba jedyne, co mnie czeka, to psychiatryk.

to za dużo.
za duzy krzyz.
nie potrafie go udzwignac. kiedy probuje, od razu upadam i za kazdym razem ciezej i trudniej jest mi sie podniesc. bo ja sie staram. on nie robi nic.

czasami wydaje mi sie, ze on wie, ze to jest daleko, ze nie bedzie pieknie nawet z leczeniem, ale WYPIERA TO Z SIEBIE.
ze wszystko juz mu wisi.
czasem mysle, ze jak bede w pracy i wroce.. to moze go nie byc. albo moze byc… juz jedynie cialem.

oddalabym mu swoje zycie, gdybym tylko mogla.
suknie slubna mam ochote porozrywac, gdy wchodze do pokoju, w ktorym ona wisi na szafie. to po to bylo to wszystko?
po to, zebym caly czas byla wykorzystywana? teraz troche swiadomie? po jego smierci dowiem sie, czy faktycznie nikt u niego o tym nie wiedział? a co, z podejrzeniami o zdrade?
ja czulabym sie okropnie, gdybym byla wierna, a wyszedlby hiv gdzies z przeszlosci.. ale on tyle razy oszukal, choc przyrzekal… nawet na „swoje zycie”. może przyszedl odwet.

NIE NAM OCENIAĆ.
OD TEGO JEST BÓG.

BO JEST.

i nie wiem, jak bedzie, ale Bóg jest.

nie chcę być rozwódką.
wdową tym bardziej.
mimo wszystko.
kocham tego idiotę.

a mówią, że nie ma sytuacji bez wyjscia.
o, jest.
to wlasnie taka sytuacja.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

06 sty

Kończę się chyba.

 

Być może w słowach jest jakaś moc.

Chciałam, żeby przy operacji coś się popsuło, chciałam umrzeć.

I co?

Nie było tragedii (choć aż tak wiele nie brakowalo ponoć), ale powikłania i przedłużony pobyt w szpitalu był.

W dwóch w sumie, bo miałam okazję przejechac sie karetką do drugiego Miasta. „mojego” miasta.

zabawne.

I to wszystko MUSIAŁO sie wydarzyć, bo COŚ innego mogło się zadziać.

I wiem, że wszystko jest „po coś”, nie ma nic bez przyczyny, nie ma tego zlego, srata tata….

 

Czulam się, jakbym otrzymała drugą szansę do życia.

Bo choć w (już MOIM – NASZYM!) domu piekło, byłam SZCZĘŚLIWA.

Z uśmiechem gapiłam się w lustro i tego uśmiechu było dużo, bardzo dużo. do samej siebie.

 

miesiąc temu też byłam w szpitalu, bylo to związane z powikłaniami po operacji.

 

*

 

Moje życie, kurrwa, naprawdę nie ma sensu.

To jest okropne, bo zabieram komus przestrzeń, zajmuje miejsce.

Nie chcę tu być.

I nieżyjący M. chyba naprawdę był Największą Milością, bo mąż na pewno nią nie jest. ja dla niego chyba nigdy nie byłam Milością.

To straszne, bo ludzie sami siebie dobierają do wspólnego życia, a później jednak okazuje się, że któreś z nich nie jest w stanie dać drugiemu tego najważniejszego, czasami nie jest w stanie dać czegokolwiek pozytywnego, dającego siłę i mobilizację/motywację do życia.

Albo po prostu niektórzy czasami mają pecha bardzo chujowego, jak ja na przyklad.

Potrzebuję pomocy, tylko nie wiem, czyjej.

Ktoś, kto mógłby troche podnieść mnie w gorę,  nie może tego zrobić, bo … no bo nie może.

Potrzebuje idealnego miejsca, czasu, tego wszystkiego, co musi sie zadziać, aby coś moglo się wydarzyć.

i chyba muszę dzielnie czekać

na śmierć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…..

12 paź

Pojutrze szpital.

Tak naprawdę, to trochę zaczynam się bać…

Choć TAK NAPRAWDĘ, chciałabym stamtąd nie wrócić.

Nie chcę żywa opuścić szpitala, choć zabieg chyba błahy.

 

Ech…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…………

25 lis

pracuję dwa miesiące. umowa do końca roku.
popełniam błędy. wpadam w obłęd. wzruszam się. przytulam. i mam ochotę przyjebać konkretnie.

wypłata marna. ale jest. swoja. teraz będzie jeden jedyny wolny weekend – sobota, niedziala. piątek dwie godziny wcześniej, bo koleżanka za mnie wejdzie, a ja innym razem wejdę jej te dwie godziny wcześniej.
plany były, żeby jechać do Wroc.
ale dziś znów olał mnie, odwiózł kumpla z pracy do domu, napili się trochę wódki. i nie przyjechał, jak mieliśmy iść razem na obiad, w trakcie mojej pracy jeszcze. pokłóciliśmy się, dostał ode mnie w twarz. powiedział, że „mam w dupie ciebie i twój ślub”.

ranimy siebie słowami, zachowaniem.

ostatnio zaciskałam szalik na szyi, zbyt lekko, za mocno, bolało, mogło coś pęknąć.
byłby już „spokój”.

mimo wszystko, jakoś życie mnie męczy.
w pracy jestem „rozchwytywana”, dzieciaki mnie lubią, ale…… czasem mam ochotę usiąść i wyć.
wyję tylko zamknięta w toalecie.

mam ze sobą problem.
sama nie wiem, jaki.
chyba jestem lekko pierdolnięta.
naprawdę.
czasami nie panuję nad emocjami.
czasami mogłabym zabić.
.
czasami żałuję, że nie mam na tyle odwagi, by zrobić sobie krzywdę.
czasem chciałabym tak bardzo żyć.

trzy tygodnie po czasie dostałam okres.
nie wiem, dlaczego.
dlatego, że zaczęłam intensywnie ćwiczyć?

kusi mnie biała siostra.
aż się oblizałam.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

……

16 wrz

ostatni wpis… dwa miesiące wstecz.
tak bałam się iść na staż.
marzyłam, żeby stamtąd uciec i nie wracać.
a dziś? nie mam pracy, nie mam innej perspektywy.
i bilans wyszedł mi taki:
+ 1200 / !!!!/ złotych do przodu za miesiąc

- praca na zmiany
- święta, niedziele, soboty pracujące – brak weekendu najnormalniejszego w świecie
- będę się z NIM mijać.

nie wiem, co mam zrobić.
mama mówi, żę mam nie siedzieć w domu, że zawsze mogę złożyć wymówienie nawet w okresie próbnym.
kurwa.
KURWA
KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAA
nie wiem.

nie wiem, w którą ścieżkę mam wejść.
dawno nie byłam w takiej sytuacji.
w prawo? w lewo?

nie chcę pracować na zmiany, w święta…

zostało mi 6 dni pracy, bo ostatnie cztery biorę urlop.

nie chcę tam zostawać.
ale siedzieć w domu bez pracy?
też chuj..

nie wiem.
Boże, pomóż.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…..

11 lip

od trzech dni strasznie boli mnie głowa.
ból silny, pulsujący.
pojawia się w pracy i po wyjściu z pracy.

jutro miną dwa tygodnie, jak chodzę na staż.
ledwo wytrzymuje psychicznie.
to chyba nie dla mnie, nie chcę pracować na zmiany z tymi bachorami w ddz.
ten jeden psychiczny chłopaczek wysysa ze mnie całą energię, do domu wracam, jakby mnie stado koni przejechało…

chcę już piątek… godzina siedemnasta…
od 13 strasznie dłuży mi się tam czas..

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

.

09 cze

zaręczyliśmy się.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

…..

04 cze

kurde.
za jakieś dwa tygodnie idę do pracy.
z jednej strony się cieszę, ale z drugiej zajebiście się boję.
nie wiem, czy poradzę sobie z tymi dzieciakami w ddz.
jutro muszę odebrać wyniki krwi, moczu, rtg, jeszcze w poniedziałek muszę z kupami iśc do sanepidu… masakra jakaś, badania na swój koszt, 72 złote.. po tygodniu wyniki i ze wszystkim do lekarza medycyny pracy..

w nocy zjadłam słodkie, rano byłam pobrać krew, boję się teraz, że mi się wynik zawyży, kurwa.. idiotka.

jego prawo jazdy dziś przyszło pocztą… ufff.. już ok..

wybierałam z rodzicami lampy do domu. cudne są. ^^

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS